Jesteś dla siebie szefem czy sprzymierzeńcem?
Wyobraź sobie, że Twoja najlepsza przyjaciółka przychodzi do Ciebie i mówi:
"Jestem zmęczona."
"Nie daję już rady."
"Popełniłam błąd."
"Nie wiem, co zrobić."
Co byś jej odpowiedziała?
Prawdopodobnie nie powiedziałabyś:
"Powinnaś bardziej się postarać."
"Inni mają gorzej."
"Nie przesadzaj."
"Weź się w garść."
A jednak wiele kobiet mówi dokładnie takie rzeczy do siebie każdego dnia.
Marta była jedną z najbardziej życzliwych osób, jakie spotkałam.
Zawsze gotowa pomóc.
Zawsze obecna dla innych.
Kiedy ktoś przeżywał trudny moment, potrafiła znaleźć odpowiednie słowa, cierpliwość i zrozumienie.
Pewnego dnia poprosiłam ją, żeby opisała siebie trzema słowami.
Po chwili odpowiedziała:
"Niewystarczająca. Spóźniona. Rozczarowująca."
Zamilkłyśmy na chwilę.
A potem zapytałam:
"Czy powiedziałabyś tak swojej córce?"
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
"Oczywiście, że nie."
To był moment, w którym po raz pierwszy zauważyła, jak ogromna jest różnica między sposobem, w jaki traktuje innych, a sposobem, w jaki traktuje samą siebie.
To jedno z największych nieporozumień.
Wiele kobiet boi się, że jeśli będą dla siebie łagodniejsze, staną się mniej ambitne.
Mniej skuteczne.
Mniej zdyscyplinowane.
Tymczasem badania pokazują coś zupełnie odwrotnego.
Profesor Kristin Neff, jedna z najbardziej znanych badaczek samowspółczucia, od ponad dwóch dekad bada wpływ czułości wobec siebie na zdrowie psychiczne, odporność psychiczną i motywację.
Jej badania pokazują, że osoby praktykujące samowspółczucie:
lepiej radzą sobie ze stresem,
szybciej podnoszą się po porażkach,
rzadziej doświadczają lęku i wypalenia,
częściej podejmują działania prowadzące do zmiany.
Dlaczego?
Bo energia nie pochodzi z ciągłego krytykowania siebie.
Pochodzi z poczucia bezpieczeństwa.
Przez chwilę zatrzymaj się i pomyśl.
Co mówisz do siebie, gdy:
popełnisz błąd?
czegoś nie zdążysz?
zawiedziesz własne oczekiwania?
nie masz energii?
Dla wielu kobiet ten wewnętrzny głos przypomina bardzo wymagającego szefa.
Nigdy nie jest wystarczająco dobrze.
Zawsze można więcej.
Zawsze można lepiej.
Problem polega na tym, że organizm nie rozumie, że to "tylko myśli".
Dla układu nerwowego taki sposób mówienia do siebie jest kolejnym źródłem stresu.
Bo wiele kobiet przez dekady funkcjonowało w trybie odpowiedzialności.
Były potrzebne.
Silne.
Niezawodne.
Przyzwyczaiły się do tego, że ich wartość zależy od tego, ile robią dla innych.
Ale przychodzi moment, w którym ten sposób działania przestaje działać.
Nie dlatego, że są słabsze.
Dlatego, że są zmęczone.
A zmęczony organizm nie potrzebuje kolejnej dawki presji.
Potrzebuje regeneracji.
Wiele kobiet wierzy:
"Najpierw osiągnę spokój, a wtedy będę dla siebie łagodniejsza."
Najczęściej działa to odwrotnie.
Najpierw uczymy się traktować siebie z większą życzliwością.
Dopiero potem pojawia się więcej spokoju.
Pomyśl o sytuacji, która obecnie jest dla Ciebie trudna.
Może chodzi o pracę.
Relację.
Decyzję.
Zmęczenie.
Następnie napisz do siebie krótki list.
Ale nie jako Ty.
Napisz go tak, jak napisałaby go Twoja najlepsza przyjaciółka.
Co chciałabyś usłyszeć?
Jakie słowa wsparcia dałaby Ci osoba, która naprawdę Ci kibicuje?
Przeczytaj ten list na głos.
Powoli.
Bez pośpiechu.
Dla wielu kobiet jest to znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
I właśnie dlatego warto to zrobić.
Może przez całe życie uczono Cię, że siła oznacza wymaganie od siebie więcej.
Ja coraz częściej widzę coś innego.
Prawdziwa siła często zaczyna się wtedy, gdy przestajemy prowadzić ze sobą nieustanną walkę.
Kiedy zamiast pytać:
"Dlaczego znowu mi nie wyszło?"
zaczynamy pytać:
"Czego teraz potrzebuję?"
Bo nie stajesz się lepszą wersją siebie dzięki większej surowości.
Stajesz się nią wtedy, gdy tworzysz w sobie miejsce, do którego sama chcesz wracać.
_____
Wierzę, że większość odpowiedzi, których szukasz, nie znajduje się w kolejnym poradniku, kursie czy opinii innych ludzi. Znajdują się w Tobie.
Problem w tym, że trudno je usłyszeć, kiedy życie jest pełne hałasu, oczekiwań, odpowiedzialności i niekończącej się listy zadań.
Dlatego w SelfCompass pomagam kobietom odzyskać przestrzeń do myślenia, odkryć własne potrzeby i uporządkować chaos, który przez lata narastał wokół ważnych decyzji.
Bo zmiana nie zaczyna się od działania. Zaczyna się od zrozumienia siebie. Od zatrzymania się na chwilę. Od odzyskania kontaktu z tym, co jest naprawdę ważne.
Dopiero wtedy pojawia się klarowność. A wraz z nią plan na kolejny rozdział życia — taki, który jest naprawdę Twój.
Jeśli czujesz, że od dawna jesteś dla wszystkich wyrozumiała, tylko nie dla siebie — być może właśnie od tego warto zacząć. ✨
Czekam na Twoją opinię o tym wpisie. Czy poczułaś, że to o Tobie? Dowiedziałaś się czegoś ciekawego?
Podziel się swoją historią. Czytam wszystkie wiadomości od Was!
W SelfCompass wierzę, że zmiana nie zaczyna się od kolejnej rady z zewnątrz. Zaczyna się od powrotu do siebie.
Dlatego pracuję metodą 4S:
STOP — żeby zatrzymać przeciążenie i odzyskać przestrzeń.
SEE — żeby zobaczyć, co naprawdę się w Tobie dzieje.
SORT — żeby uporządkować chaos, potrzeby i decyzje.
STEP — żeby zrobić kolejny krok w kierunku życia, które jest naprawdę Twoje.
Bo kiedy zatrzymujesz się, widzisz więcej.
Kiedy widzisz więcej, łatwiej wybrać.
A kiedy wybierasz świadomie, wraca spokój, energia i poczucie sensu.
Jeśli czujesz, że to moment, by na nowo usłyszeć siebie i wyznaczyć własny kierunek — zapraszam Cię do rozmowy.
Z czułością,
Ewa Makowska
SelfCompass | Neuronauka • Struktura • Strategia
Nazywam się Ewa Makowska i stworzyłam SelfCompass dla kobiet, które osiągnęły wiele, ale w pewnym momencie życia zaczynają zadawać sobie pytanie: „Co dalej?”.
Pomagam odzyskać klarowność, uporządkować chaos i podejmować ważne decyzje z większym spokojem i pewnością. W swojej pracy łączę neuronaukę, strukturę i strategiczne myślenie, tworząc przestrzeń do odkrywania własnych potrzeb, kierunku i kolejnych kroków.
Wierzę, że większość kobiet nie potrzebuje więcej motywacji. Potrzebuje zatrzymać się na chwilę, usłyszeć siebie i świadomie wybrać drogę, którą naprawdę chce iść.